recenzja książki

„NIEPOKÓJ PRZYCHODZI O ZMIERZCHU” MARIEKE LUCAS RIJNEVELD

WOW !
Ależ to była powieść, jaka historia, jakie ohydne dzieciństwo.
Powieść cudownie napisana, jednak ze względu na treść bardzo trudna w odbiorze.
Rewelacyjny styl i ten klimat dający poczucie zniesmaczenia i lęku.
Autorka ma niesamowite pióro i piękny plastyczny język, dzięki któremu razem z naszą główną bohaterką mogłam widzieć, słyszeć i odczuwać to co ona. Przyznam, że były momenty, że nie chciałam nic czuć.
Przedstawiona historia, wykreowany świat i ludzie tutaj występujący są bardzo prości, naturalni i okrutni. Wszystko tutaj jest takie ohydne, brudne, straszne.
Czytając czułam ogromny smutek, ból i bezsilność.
Bardzo zaskakujące zakończenie, którego absolutnie nie byłam w stanie przewidzieć.
Wszystko dzieje się w małej holenderskiej wsi, gdzie zawsze jest zimno, mokro i ciemno.
Właśnie w tym miejscu żyje sobie sześcioosobowa rodzina Mulderów.
Matka, ojciec i czworo dzieci – dziesięcioletnia dziewczynka o imieniu Hanna, jej starszy brat Matthies, oraz Jas i Obbe.
Jest to absolutnie dysfunkcyjna rodzina, toksyczna matka, szalony chłopiec, zagubiona dziewczynka.
W tym domu nie ma miłości, radości i bezpieczeństwa. Czuć surowość, brak uczuć i żadnej radości.
Rodzina jest głęboko wierząca i należy do zboru. Matka dostaje wręcz obsesji na temat Boga. Jej podejście do życia całkowicie zatrzymuje dzieci w prawidłowym rozwoju.
Gdy w niespodziewanym wypadku ginie Matthies , cała rodzina nie potrafi sobie poradzić z jego śmiercią.
Każdy radzi sobie po swojemu, żyje po swojemu. Matka zamyka się w sobie zapominając o obowiązkach a skupiając się na gniewie bożym, ojciec rzuca się w wir pracy, czyli opiekę nad krowami.
Dzieci pozostawione same sobie nie potrafią same poradzić sobie z żałobą po bracie, nie wiedzą co mają robić i czy to wszystko co czują jest na miejscu.
Zaczynają więc zbierać niepotrzebne przedmioty, składają ofiary, poznają swoją seksualność w sposób bardzo brutalny.

Dziewczyna ucieka w świat fantazji, jednak pomimo to cały czas czujemy jej strach, bunt i brak miłości.

Piękna a zarazem okrutna historia o dzieciństwie, dorastaniu i poznawaniu siebie.
Powieść o samotności, braku miłości i życiu w ciągłym strachu.
Powieść zaskakuje, bulwersuje, przeraża.
Absolutnie ją POLECAM.
Absolutnie warto ją przeczytać.
Wiem, nie jest dla każdego.
Cytat :
„Miałam dziesięć lat i przestałam ściągać kurtkę. Tamtego ranka matka wysmarowała nas po kolei krowią maścią chroniącą przed mrozem, maść nabierała z żółtej puszki marki Bogena; na ogół stosowano ją tylko na spierzchnięcia, zrogowacenie i kalafiorowate guzki na strzykach mlecznych krów…”
Tytuł „Niepokój przychodzi o zmierzchu”
Autor Marieke Lucas Rijneveld
Tłumaczenie Jerzy Koch
Liczba stron 272
Wydawnictwo Literackie
Egzemplarz recenzencki od WYDAWNICTWA LITERACKIEGO

Jestem kobietą, matką dwóch nastolatek i opiekunką cudownego labradora zabranego ze schroniska. Kocham książki i czytam je od kiedy pamiętam. Uwielbiam ich zapach, szelest papieru i to co w nich – niesamowite historie, wciągające klimaty i zaskakujące zakończenia. Rocznie czytam około 400 książek. Zawodowo jestem mgr. ekonomii, który po 18 latach pracy w korporacji – banki zupełnie się przekwalifikował. Od 7 lat prowadzę Agencję Reklamową DMUCHAWCE.

Zostaw komentarz